=>

Dziadek grudzień




Gdzie moje brzegi gdzie moje morze
ledwo skrzy się świt na bladych bezdrożach
patrzę za okno gdzie świt się rozwidnia
dziwnie mój świat jakby zubożał

zamiast liści kawki na drzewie
wiatr pomarkotniał i szumi rzewnie
kolory pobladły ścięte szronem
nowe życie w gnieździe się nie lęgnie

grudzień przetarł oczy przyśpieszył biegu
opuszcza noc bez stałego noclegu
już nie dogoni złotych ścieżek jesieni
śpieszno mu do bieli bezkresnych śniegów

mroźnego płaszcza rozpiął poły
upojony polarnego kręgu oddechem
pragnie trwać tu i wszędzie
na przyjście zimy wszystko dopięte

wiatr pobrudził błękit nieba
sypnął białym puchem na komnaty
nowymi wzorami ziemię zaludnia
żwawo się porusza choć to miesiąc brodaty.