=>

Jak muszlę w bursztynie






Mała myszka przez ścieżkę przebiegła
małą rączkę trzymam w swojej dłoni
skowronek wysokość nieba zmierzył
zawsze warto takie chwile dogonić
te oczy niebieskie błękitem wielkim
gdy spojrzą to kamień się kruszy
zwykła sosna staje się srebrnym świerkiem
świerszcz bez nut śpiewa piosenki
od tego spojrzenia lodowce topnieją
listki na drzewach drżeć zaczynają
jedno mrugnięcie i las się kłania
takie piękno świata nadzieją
tylko dobre myśli wchodzą do głowy
serce trąca i sercem potrząsa
jak łan dojrzałego zboża włosy
ten co był chory wnet już zdrowy
nie lamentuje nawet nad uchem komar
te dłonie sypią pyłem złoty
w dzień pochmurny gdy braknie słońca
szarości rozświetli gwiazdami kilkoma
na całym jeziorze żaglem białym
falą co skacze na brzegi pochyłe
poranną bryzą co świeżość daje
całe to szczęście jest jej udziałem
by tej radości byle wietrzyk nie zdmuchnął
zatopię ją w sercu jak muszlę w bursztynie
oprawię w złoto i w duszy schowam.