=>

Marcowe dziady






Na ulicy brzeskiej
w kamienicy niebieskiej
bawiły się dzieci
pod numerem trzecim
bawiła się Hela
śmiała też Rachela
biegał również Moryc
co ciągle był chory.
na podwórku lipa stała
w lipowym kwiecie cała
a pod lipą ławeczka
siedziała na niej mateczka
brała je na kolana
każda buzia roześmiana
biegały bez ustanku
jak tylko wstały o poranku
podwórko życie ich całe
roztapiały serca skamieniałe
kochały siebie rzewnie
na wieczność chciały być pewnie
lecz był to osąd mylny
bo przyszedł nagle cios silny
choć się do siebie tuliły
fobie ludzkie je rozdzieliły
przyszło czerwone prawo
przyjaźń stłumiło krwawo
i tylko iskra w sercu tleje
i myśl spłoszona truchleje
ławeczka stoi spróchniała
lipa się też postarzała
nikt nie zarzuci rączek na szyję
na pustym podwórku żal się kryje
przez ciężkie ludzkie wady
pamięć zaciera ślady
głupota zniszczyła wiele
ale ty zawsze bądź przyjacielem.