Obłoki




Niewinność bieli
skąpana w błękicie
napotkana miłość
beztroskie życie
uśmiechają się szeroko
od wschodu do zachodu
obłoki białe i czyste
jak dziecko za młodu
płyną swobodnie
jakby od niechcenia
tylko lekki wietrzyk
oblicza ich zmienia
mroczne fiolety
zwiastujące burze
zasmucone oczy
patrzą tęskno ku górze
czasem zapłaczą
bywa że rzęsiście
serce wykrwawią
postrząsają liście
gnane wichrami
rzucają gromy
świat obojętny
krzywdy nieświadomy
gorące burgundy
nocne budzą szepty
zwiastują cisze
czasem spokój święty
zasypiają za horyzontem
nieco już znużone
barwią duszę czerwienią
smutki już policzone
w oceanu kołysce
zasypiają na krańcach
by o brzasku powrócić
i zaprosić do tańca.

Czytany: 199 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: