Lekarstwo na chandrę


Pada i leje
Leje i pada
Nic się nie dzieje
Ludzi gromada
W smutku się wije
Bo niebo zgasło
W rozpaczy żyje
I piorun trzasnął.

Depresja dusi
Za gardło chwyta
Człowiek pić musi
Odwalić kitę.

A ja tu w stajni
Koniom dogadzam
Jak najbanalniej
Życie osładzam.

Siano podrzucę
Kromki przyniosę
Piosnkę zanucę
Wiadra wyniosę
Drapnę leciutko
Tam za uszami
Chrapki mięciutkie
Są jak aksamit.

A wódki żłopać
Wcale nie muszę
Chcę konie kochać
To leczy duszę.

Czytany: 304 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: