Konie, moja miłość...


Kiedy rżenie mnie wita, ja o powód nie pytam;
właśnie z workiem marchewki przychodzę.
Uszka sterczą do góry, w nozdrzach kłębią się chmury,
w ich oddechu, we mgle sinej,
brodzę.

Wiadra wody przynoszę, o nią parskaniem proszą,
 a na dłoni mym koniom podaję,
bo nie spadną im z nieba, kromki czerstwego chleba.
W tym kochaniu jesteśmy jak-
w raju.

Czytany: 342 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: