Procenty na rowerze


Po wymianie argumentów z dziarską małżoneczką
Nie ma chleba bo już wysechł nie zostało deczko
No bo gości całe mnóstwo i pyszne kanapki
Sam kroiłem ozdabiałem nie liznąłem kapkę.

Jedli szczęka się ruszała pracował języczek
I lamenty mojej ślubnej wciąż do dzisiaj słyszę
Pracowity on jest bardzo lecz jasna cholera
I wciąż chciałby mnie na własność no to się z nim ścieram.

Nie palący nie pijący tylko w głowie łoże
Ja nie mogę dawać często dobry panie Boże
Bo jak łóżku wciąż odchodzi tartaku robota
Ja się czuję nie jak pani co wciąż nosi cnotę.

A że wściekł się i do sklepu rowerem pogonił
Wcale nie pił tylko kapkę już mu na ogonie
Mundurowa siedzi zgraja na mandaty chętna
Bo wykazać chce się gminie ta swołocz przeklęta.

Chleją sami w samochodach i na posterunkach
Potem chłopa zamykają jak wściekłego burka
Bo naruszył ruch uliczny w całym peerelu
Jazdą po chodniku wąskim a niech ich cholera.

Czytany: 241 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: