Poniewczasie. Powolne po


Wczoraj jeszcze było ciepło. Ciekło miłością ze szpar
na suficie i niebie. W dłoniach i oczach puszyste futerka,
welury. Bezpióry ty i ja - naga, rześka.
Spojrzenia proste w punkty na ciele, śmielej przybijały
flagi i proporce. Non consummatum tak odległy jak zenit
- mit o bezsercowych kroplach na dotyk.


Nadeszły dni krótkie i noce za długie. Za długi płacę solą.
Bolą skazy, rzazy na twarzy. Odwracasz wzrok, co krok
wycinasz następną drogę donikąd.
Po dachach spływa rozmazany sierpień. Cierpię na bezsenność
i widzę jak spada, wsiąka w popękane chodniki.
Jest nikim - starcem, który poronił słońce.


Naiwne myśli, że może się wyśni podcięcie lotek.
Potem, już tylko gniazdo bez ptasiego mleka.
Nie czekam na cuda. Wszędzie puch, rdza,
babie lato i puste skorupy. Ciężka, ciężarna wodą w ustach.
Pusta jak stary dzban na płocie. Spękany, żylasty, bez duszy,
skruszy się lada moment. Lada ból.


Zamykam usta, bo przeciąg wwiewa sny, mgły wilgotne
wrześniowe z kasztanem w dłoni. Uszczelniam okna i powieki.
Parują zapachy. Nachyl się, szepnę, przetnę wstęgę
żurawiom, a później ukołyszę biodra. Zodiak kłamie
w oczy. Broczy laniem wody. Ostatni upał faluje, słania się,
kłania, wpływa do wiotkich piersi. Dusi.


Nie odwracaj się, zostaw powidoki, podpuszczki, pokroki.
Wyjdź bokiem. Można wyrwać kartki z kalendarzy i pamiętników.
Po cichu. Pomału. Po.


-A.G./29.08.11/

Czytany: 338 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: