exit


pada stanowczo za długo. stopniowo nasiąkam nudą,
kwasząc minę na widok rzygającej rynny.
staruszka w foliowym kapturku walczy z wiatrem
i parasolem. z góry wiadomo kto wygra.


pamiątki już pogrzebałam. powoli suszę cieknące rany
i modlę się o tymczasową lukę w pamięci.
bywa jeszcze wilgotno - zwłaszcza wieczorami.
potrzeba mi nowych słów i wyznań (żeby przeżyć potop).


wyzbyłam się wspólnych poranków, za słoną dopłatą.
puchnę od deszczu i chyba nie zakwitnę w tym roku.
nikt nie przegląda się w moich oczach, może to dobrze,
bo muszę wyjść z psem i zmienić nazwisko na skrzynce.


Czytany: 297 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: