Wieczór


Wysublimowane zmysły chłoną obraz
płonącego nieba, tuż nad brzegiem rzeki.
Po lipcowym skwarze dzień zgęstniał i pobladł,
przemęczone oczy czas przed snem pokrzepić.

Parują ulice, byłe chwile, ciała,
prosząc o wytchnienie, o mniej i o jeszcze
on przestał a ona jeszcze słuchać chciała
gdzieś miłość wystygła, druga wzbiera dreszczem.

Ktoś odnalazł drogę, urodził się, umarł,
inny marzy o dniu, co dopiero przed nim.
I wszystkich otuli wieczorna zaduma,
lecz o szczęściu nie jest w stanie nas zapewnić.

-A.G./15.07.11/Paris

Czytany: 621 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: