zgaszona


charakter miała przecięt - n - y,
popadając w skrajności łuskania dni
z wszelkich 'przeciw', a żuciem łuskowin.


w sztafecie z czasem zaczynały się słabsze
odcinki. wypłowiała pałeczka rozpuszczała
się w dłoniach z prędkością pór roku.


ze zmętniałych oczu trudno było wyłowić kolor,
ale kto powiedział, że nadzieja musi być zielona?
wiosną i latem sadziła kwiaty na sukienkach.


przez następne pół roku udawała, że żyje.
o zniknięciu dowiedziałam się po jesiennych słotach.
mówią, że ktoś ugasił jej domowe ognisko.


-A.G./13.07.11/Paris

Czytany: 326 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: