memento bez mori


ręka siejąca szafrany w oczach
dawno zwiędła. na co jej opuszczony zagon?
na nim tylko drżące spękane usta sieją ciszą
na makowych bezdrożach. płowiejesz jak dojrzałe zboże.
usta ściśnięte w ciup, stawiasz tuż przed lustrem.
są stogiem siana, choć dziś nie pali się już tak szybko.

cóż z tego że bławatki jeszcze krzyczą kolorem?
niebo zatkało uszy i nie błękitnieje.
po policzkach kamienic łzy kreślą wodne tatuaże.
różane ogrody przed nimi ziębną i tracą płatki.
rozpuszczasz resztę tęsknoty w herbacie
(może być yunnan) . smakuje lepiej i mocniej gdy pada.
tylko cholerny 'arrière-goût' ściska goryczą gardło.

-A.G./19.06.11/Paris

Czytany: 368 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: