W piwoniach


Za namową wiosny wpłynął do ogrodu,
hojną dłonią dotknął dające cień krzaki.
Był tym oczywistym wśród licznych dowodów,
że piękno posiadać może i ktoś taki.

Scałowywał krwistość czerwieni, a biele
muskał delikatnie majowym oddechem.
Wiedział, że prawdziwa miłość też istnieje
on zwykły pędziwiatr, ona jak Demeter.

Rozrosła się bujnie, dając piękne kwiaty,
wierna tylko jemu, wielbiona przez tłumy.
A nie był to ogród szczególnie bogaty,
gdzie spróchniały płotek i maleńki strumyk.

Ty też nieodporny na wiosenne wdzięki,
oddychasz wciąż szybciej, dłońmi błądzisz po mnie.
Odciskając usta w ramiączkach sukienki,
podajesz mi pierwsze wiosenne piwonie.


-A.G./26.04.11/Paris

Czytany: 1213 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: