Kochankowie


On przyszedł po ciemku i wziął w swoje ręce
coś co nagła próżność w chmurny dzień przyniosła
i stanęła przed nim w czerwonej sukience
i zaniemówiła i w miłość urosła

On jej ust dotykał swoimi ustami
palce w palcach taniec nocny rozpoczęły
mówił jej o sobie ...ale nie słowami
tą upojną nocą bariery zniknęły.

Kochanie - wyszeptał w żądne szeptu uszy
w wykradzionej chwili z tej marnej godziny
stał się dla niej lekiem i opium dla duszy
przekreślając kary, przewinienia, winy

W tym grzesznym hotelu, gdzie pokój kosztuje
poduszka nie pachnie niewinnym jaśminem
tutaj myśl w pośpiechu do nieba szybuje
szybki, czuły dotyk...podsycany winem

Wynajęty pokój, lampa niemym świadkiem
śpiesznego oddechu półzamkniętych oczu
każdą taką chwilę skradzioną ukradkiem
wpisał do swej księgi...hotel na uboczu

-A.G./25.09.10/

Czytany: 829 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: