Real stan. Zagubiona tantra


To był dziwny sen, z tych, po których
trzeba mocno się uszczypać, by sprawdzić czucie.
Wszędzie było szaro a mgła powoli jadła horyzont.
Ludzie zajmowali się nicnierobieniem a szara kasza
spokojnie spadała z nieba zasypując chińskie kwiatki.
Był rok niewiadomo który, sądząc po braku kolorów,
pewnie dobrze po końcu świata a może przed jego
stworzeniem(!?) W każdym razie nie było tam niczego,
po czym można wyczuć pismo nosem.

Samych nosów też nie było. Dziwne, bo fakt ten
nawet mnie nie dziwił. W dziurze po nosie tkwiło
trzecie oko koloru indygo. Pomyślałam, że może to
lepiej, żadnego nieżytu nosa a wzrok lepszy o cały
rzut kamieniem. Inna sprawa, że patrzeć nie było na
co a nawet się nie chciało. Totalny odjazd nie miał
końca, kiedy zorientowałam się, że na niczym właściwie
mi nie zależy. Żadnych chceń, pragnień i tęsknot.

I właśnie wtedy, kiedy do nikogo nie było mi po drodze
z chińskich kwiatków zaczęli wyczołgiwać się ołowiani
żołnierze. Zamiast karabinów mieli na ramienieniu
laleczki Chucki, które z niewyjaśnionych powodów,
pluły stalowymi igłami w trzecie oczy. Cholernie
bolało ale zaczęłam czuć czym to pachnie Powoli
zapominałam nicnierobiących ludzi i mgłę. W trzecim
oku czaiła się pamięć. Przebudzenia nie pamiętam ale
nigdy bardziej nie cieszyłam się z kataru.

-A.G/07.01.11/Paris

Czytany: 558 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: