Brzydkie kaczątko


Ujrzałam łabędzia, czarny był jak wrona,
nie w stawie, w bajorze pływał wieczorami.
Woda mu spływała po piórach ogona,
a on biedny ledwo co machał skrzydłami.

Brnąwszy tak po błocie, przeglądał się w toni,
jakby do odlotu zbierał siły w sobie,
znów zrezygnowany, że świt noc przegoni,
zrywając zasłonę - nadzieja utonie.

Ta sama kałuża i uschnięty jawor,
zabrudzone pióra wciąż nie mogą latać
a brzydkie kaczątko miedzy snem a jawą
czy zobaczy w sobie przepięknego ptaka?

-A.G./04.05.09/Paris

Czytany: 1121 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: