Wróć do mnie


Powrócił zimą, płatkiem śniegu, nie mając kształu, pokrył szarość,
Niezwykle płynnie, spadł z obłoków, gwiazdy na ścieżce zostawiając,
Niczym stygmatem od Chrystusa, nadzieję wnosił w życia poem,
Mgielnym, dotykiem czarodzieja, uleczał sobą co zniszczone.

Mróz począł ścinać łzawe sople, w oddali brzozy nagiej majak,
Wiatr o futrynę do drzwi stukał, sowa zbudzona ze snu wstała.
A on jak gwiazda najaśniejsza, ta co w Betlejem tak czekana,
Przezroczystymi swymi dłońmi, miłość rozpalał aż do rana.

Co krok w boleści swej przystawał, na ustach szadź siadała blada,
Patrząc na serca bliskie śmierci, w ciszy rozgrzeszał i spowiadał,
Wysłannik niebios? Duch? Cherubin? Ten, komu dobroć weszła w nawyk,
Wniósł ukojenie w srebrną zimę, tuląc do siebie martwe trawy.

Najświętsza cisza łzą wilgotna, patrzyła w nieba jasne okno,
Myśl zapuszczając, lecz nie dalej niż ten co dłonią świata dotknął,
Współuczestnicząc – chociaż obok, w tej chwili, co jak mroczny cud,
Porzucam trwogę gdzieś za sobą. Tchnij we mnie życie duchu. Wróć.

-A.G./22.12.10/Paris

Czytany: 962 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: