Krzywe zwierciadło


Czasem bezgłos lepszy, niż krzyczenie w pustkę
prawdą, co od zawsze kole wszystkich w oczy.
Kłamstwo jak obrona, jakże to jest ludzkie,
móc je w obieg rzucić aby sen się toczył.

A więc, by nie ranić żyjących absurdem,
myśl wkładam do urny jak kości do grobu.
Przymykając oko na kolejną bujdę,
przypinam do każdej przyczynę i powód

Czemu fałsz prym wiedzie, prawda nie popłaca?
Czyżby tak bolała, że jest tajemnicą?
Kłamstwo mi podają na złoconych tacach,
spojrzenie skrywając w zamglonych przyłbicach.

Ciszą z namaszczeniem usta wciąż sznuruję,
do dziś nie potrafię stać się pozorantką,
bo kochając - kocham, nie lubiąc - nie lubię,
słów nie przejaskrawiam fałszywą pomadką.


-A.G./19.12.10/Paris

Czytany: 861 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: