Odżyć


Paznkocie zdzierałam o dni bez wyrazu,
opuszki krwawiły juz prawie spełnieniem,
gdy nagle swąd kłamstwa wypełzał jak zarzut
ułudy, co każe nam wierzyc w marzenie.

Wyszedles za wczesnie, zmawiając sie z bogiem,
tam gdzie spacery nie są tak bolesne.
Emblemat na szafce pali tak jak ogień,
choć pamięc zażarcie walczy o amnestię.

Mogleś wziąć ze sobą chociaż parę uncji
wspomnien, bo mi ciażą a plecy juz nie te.
W głowie brak gładkosci, został tylko kubizm,
- w lusterku widziałam dziś obcą kobietę.

Pamietasz, mówiłam że zamieszkam w tobie
a tymczasem twoje tkwią we mnie odciski.
Tyle mi wyciąłeś w żylach własnych żłobień,
które zasypuję posłowiem laickim.

-A.G./12.11.10/Paris

Czytany: 502 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: