Miłych koszmarów


Nie zapominaj o tych świętach,
gdzie noc noc jest czarna i gwiazd nie ma.
skóra na kościach obleźnięta
i trupy żywe, anatema!

Słuchasz struchlały, drży już chata,
zombich już pełna jest ulica,
a jeden krzyczy - podaj gnata,
bo mi podgniła potylica!

Ciarki na plecach, ciało w dreszczach,
klamka przy drzwiach się poruszyła,
i z przerażenia ślep wytrzeszczasz,
czy dzisiaj umrę - będę żyła?

Pot cię zalewa, szkoda gadać
a drzwi na oścież otworzone.
Wchodzi koścista, zmarła zjawa,
usta podgnite, pobielone.

Wyciąga łapy w twoją stronę
zgnilizna straszna od niej bije.
Na szyi ci zaciska szpony,
- to dzień , którego nie przeżyjesz...

Zbawienia nie ma już co czekać,
bo pali rana po krzyżyku.
Aż nagle, co to? Chyba świta,






- budzisz się ręką swą...w nocniku



-A.G./30.10.10/Paris

;-)

Czytany: 549 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: