nie proś o wybaczenie


upychasz mi śliniące się błagania
w przepaść między żebrami,
- obolałe ciało przestało mieć litość.

spłynęło po mnie twoje słowo honoru,
gdy opierałeś brudne ręce z karykaturą obrączki
o moje zwichnięte poczucie wartości.

dziś nawet cisza z tobą ma wykrzywony grymas
tłukąc łbem w bezduszność serca,
- nie ma tu już miejsca na kolejny plaster.

w tamtą duszną noc zabiłeś moje "aż do śmierci"
rozhuśtanym samochodem pełnym słodkich szeptów
- i obcą ręką, zbierającą wasze oddechy z szyby.

odeszłam z małżeństwa krzywych cieni.

-A.G./01.10.05/

Czytany: 816 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: