Niebieska krew po piekarzu


Przecież tak niewiele do szczęścia brakowało,
by wszystkie te kromki poskładać w bochen chleba.
Tobie jednak jeść się przed czasem odechciało,
- nie, miły, przepraszać mnie naprawdę nie trzeba.

Nie dla Ciebie była miłość prostej dziewczyny,
Ty mierzyłeś wszystko swą szlachecką wręcz miarą,
za nic miałeś me oczy, piękne jak bursztyny,
duma spojrzenie zaćmiewała mgielną parą.

Byłam zwykłą, wiejską dziewczyną bez posagu,
Ty sygnetem herbowym zdobiłeś swój palec.
szukałeś dla siebie eldorado pokładów,
życie ze mną było Ci groteskowo szare.

Nie za długo nawet po Tobie rozpaczałam,
wir nauki rzucił mnie gdzieś w dalekie miasto,
wiedzę i tytuły na uczelniach zdobyłam,
więc trudno, że nie wyszło z tej mąki ciasto.

Teraz stoisz przede mną tak dziwnie skruszony,
pokazując sygnetem ozdobiony palec.
Pewnie znowu bogatej poszukujesz żony,
jaka szkoda, że znów wyjdzie z tego zakalec.


-A.G./28.06.10/

Czytany: 583 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: