Rejs w nieznaną miłość


Wypłynęliśmy wtedy w morze miłości,
aż horyzont nas wciągnął zachodem.
Odkryliśmy wielkie wyspy czułości,
i sztormy dmiące w nas słonym chłodem.

Wybici na brzeg zdradliwą falą,
wśród wysuszonych szczypiec krabów,
z ustami wypełnionymi morską solą,
szukając schronienia dla Robinsonów.

Ciała syren wyrzucone na plażę
,
splątane z siecią wodorostów,
martwymi oczami poszukują marzeń
wśród muszli ciemnych od porostów.

I nie tubylcy i nie podróżnicy,
w ostatnich bryzach dzikiego sexu,
dopływamy resztką tchu do granicy,
topiąc usta w martwości paradoksu...

Wpatrzeni w zimną,zdradliwą wodę,
które na brzeg wyrzuca wspomnienia,
łudzimy się,że jeszcze być może
powrócą dni bez łez,bez cierpienia.

Ostatkiem sił krzesanych z bursztynu
do kutrów minionej miłości płyniemy,
nie wierząc w urodzaj swego połowu,
powoli zachłystujemy się i toniemy.


-A.G./13.06.10/

Czytany: 1010 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: