Dobry wieczór nocy


Powiedziałam dobry wieczor nocy,
która weszla nagle przez okno,
jak czarny kot,ten od nieszczęść.
To przez nia płace co miesiac
tak wysokie rachunki za swiatło.
Ale nawet jeśli jej to wygarnę,
to czy mnie zrozumie?
Czy odejdzie znienacka?

Siadła na brzegu łóżka
i bezczelnie sie na mnie patrząc
pokiwała swoją ciemną głową.
Pewnie zaraz mi wygarnie,
że każdy już śpi a ja nie!
Tłumaczy mi gasząc dzień
i zasłaniając sobą
ostatnie rudawe łuny na niebie,
że z nią wypocznę,że da mi sen
i nawet nie zarząda zapłaty.
I że jutro będzie nowy dzień,
pewnie lepszy od dzisiejszego.

Nigdy z nią nie rozmawiam
nie jestem przecież wariatką
albo bynajmniej tak mi się zdaje.
Udaję,że wcale jej nie widzę,
nie słyszę jej szemrzącego głosu,
zupełnie dla mnie nie istnieje.

Wiem,że jest wściekła
i kiedyś pewnie wybuchnie,
ale jakoś niewytłumaczalnie
do niej przywykłam,
można powiedzieć,że lubię
przebywać w jej towarzystwie.
Przynajmniej nie jestem sama.
To ona zawsze ocenia moje prace,
nieraz mnie chwali
dając w nagrodę błogi sen.

Gorzej jest z dniem,
jego lubię nie bardzo...
Zawsze mnie krytykuje
lecz nie tak cicho jak noc.
Dzień na mnie wrzeszczy
jest kłująco-przeszywający
i taki jasno-prawdziwy.
On jest najgorszym krytykiem,
przed którym mi wstyd,
że znów nie słuchałam nocy...

-A.G /20.04.10/

Czytany: 2871 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: