z kontynentu na kontynent


z kontynentu na kontynent

.                                                      ślepi na farby nie wiedzieliśmy jak okradamy
.                                                      swój świat. swój własny świat.

czym mniej rozmawialiśmy o nas tym dalej było do naszej granicy
wytrzymałości. szafy tak jakby nie stały o własnych siłach
chowają zmęczone milczenie oparte o wszystkie ściany zapominają jak
podglądały kiedyś miłość.

przejawialiśmy siebie samych. w strachu przed swoimi nawykami
jedna butelka była na drobne odkładaliśmy w niej na następne mleko.
dzisiaj z dystansu ciszy pośród tysięcy wcieleń a my sami nienormalnie
zdziwieni tym że można coś takiego wspominać
na różnych ulicach piaskach wyspach spalonych w słońcu
setki razy dziennie przez tysiące lat a my z pretensjami
do kogo? do kogo chcemy się żalić?

Czytany: 495 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: